Przychodzi baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte. Zniecierpliwiony zapytuje: - Je tam kto? W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu sie ni je, tu sie sro.
sesja tylko na teraz
Baca, juhas i ceper z nizin, który przyjechał się czegoś nauczyć. Góralski dowcip ma własny rytm i własną logikę, w której przyjezdny zawsze wychodzi na swoim gorzej.
Przychodzi baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte. Zniecierpliwiony zapytuje: - Je tam kto? W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu sie ni je, tu sie sro.
Baca rozmawia z turystą... - Zabiłem wczoraj 10 ćmów - mówi baca. - Ciem poprawia turysta. - A kapciem.
Jedzie turysta przez góry Mercedesem i przy drodze stoi góral. Turysta zatrzymał się i zaproponował podwiezienie, na co góral chętnie przystał. Góral pierwszy raz w Mercedesie, rozgląda się po aucie zachwycony, tylko jedna rzecz go dziwi: - Panie, a po co wam taki znaczek tam z przodu na masce? - S, to jest celownik... - odpowiada żartem turysta - ustawiam samochód tak, żeby przechodzień był na środku tego kółeczka i przejeżdżam. - A może pan rozjechać tą rowerzystkę? - pyta góral. - Ano mogę - mówi turysta i kieruje samochód wprost na nią, w ostatniej chwili skręcając w bok, żeby jej nie uderzyć. - Aee tam, słaby macie ten celownik, panocku - mówi góral zawiedziony - jakbym drzwi nie otworzył to byśmy jej nie trafili...
Turyści poszli sobie w góry. Po pewnym czasie znaleźli studnię. Chcąc sprawdzić, czy jest w niej woda, wrzucili do niej mały kamyczek. Nasłuchują, a tam nic. - No nic... - pomyśleli - wrzucimy większy kamień. Przynieśli jakiegoś wielkiego kamola, wrzucili, a tam dalej nic. Zobaczyli szynę kolejową. - Jak to wrzucimy, to na pewno będzie słychać. Wspólnym wysiłkiem przytachali tę szynę i wrzucili ją do studni. Nagle widzą barana, który biegnie przez pole dupą do przodu i wpada do studni. Zdziwieni patrzą w głąb studni, gdy podchodzi do nich baca: - Panocki, a nie widzieli wy mojego barana? - No, przed chwilą widzieliśmy go jak biegł przez pole i wskoczył do studni. Baca zdziwiony kręci głową i mówi: - Jakże mógł mi uciec, jak był do szyny przywiązany...
Wieczorem pod domem bacy słychać głos... - Baco! Potrzebujecie drzewa? - Nie! Nie poczebuje! - Baca wychodzi rano na podwórze - patrzy, a drzewa nie ma...
Do autobusu relacji Zakopane - Murzasichle wsiada turysta. Ponieważ nie ma już miejsc siedzących, zwraca się do górala, który położył pakunek obok swojego siedzenia: - Gazdo, a mogę usiąść ma waszym tobołku? Strasznie mnie bolą nogi. - A siadojcie panocku, ino uważojcie na jajka. - Macie tam jajka? - Nie jajka, gwoździe!
Turysta jedzie gdzieś w okolicach Poronina. Nagle na jezdnię wyskakuje baca z ciupagą. - Baco, co wy? - pyta przerażony kierowca. - Łonanizuj się! - krzyczy baca. - Co? - Łonanizuj się! No to kierowca przestraszony zaczął się masturbować. Ale gdy skończył, baca dalej krzyczy, wymachując ciupagą. - Łonanizuj się! - Ale baco, już nie mogę! - Łonanizuj się!!! - macha baca ciupagą. No to kierowca znowu... jakoś znowu doszedł, ale baca nadal krzyczy: - Łonanizuj się!! - Ale baco, ja ledwo żyję, już nie mogę! - Łonanizuj się! - wrzeszczy głośniej baca i grozi ciupagą. Kierowca skończył trzeci raz i ledwo żywy leży, opierając się o maskę samochodu. Baca na to: - No, Maryna, chodź tu! Pan cię do miasta podwiedzie.
Na dworcu w Zakopanem stoi pociąg do Krakowa, wyładowany pasażerami do granic możliwości. W jednym z przedziałów, góral kombinuje, jak by tu sobie poprawić komfort jazdy. Zagląda do wiklinowego koszyka który trzyma na kolanach, następnie schyla się i zaczyna gmerać między nogami stłoczonych ludzi. - Gazdo, a czego wy tam szukacie? - Miołech żmije w koszu i mi tu kajś uciekła. Ludzie w panice zrywają się z miejsc i uciekają w popłochu. Góral zadowolony układa się wygodnie i ucina sobie drzemkę. Po jakimś czasie budzi go trąceniem w ramię konduktor. - Budzić się, wstawać, wstawać! - To my juz som w Krakowie? - Nie, w Zakopanem. Jakiś wariat wypuścił żmiję i trzeba było odłączyć wagon od składu.
- Co mają wspólnego ze sobą górale i prostytutki? - Jedni i drudzy wołają sobie gotóweczkę za dotknięcie konia...
Wchodzi Baca do sklepu w Krakowie i pyta: - Jes kiełbasa? - Jest, beskidzka. - Bes cego?
Wchodzi baca do sklepu i pyta się sprzedawczyni: - Przepraszam, czy macie w sprzedaży takie te duże piłki do fitness? - Nie, nie mamy. - A takie maty do jogi, nie macie? - pyta dalej baca. - Baca, tu jest sklep monopolowy, my sprzedajemy alkohol - tłumaczy sprzedawczyni. - Jaaaj, szkoda... To poproszę dwa razy zero-siedem, ale Bóg mi świadkiem, że chciałem ćwiczyć...
Telefon do informacji kolejowej: - O której odjeżdża pociąg do Zakopanego? - Nie wiem. - Ale jak to? Pani pracuje w informacji, pani powinna mnie poinformować. - Więc pana informuję, że nie wiem.
Przed sądem zeznaje podhalański góral. - Imię i nazwisko świadka? - Jontek Byrcyn-Gąsienica - Zawód? - Łoptyk W tym momencie sędzia patrzy na spracowane dłonie świadka, wielkie paluchy, połamane paznokcie z kilkutygodniowym brudem pod nimi, popękaną skórę na rękach i usiłuje sobie wyobrazić delikatne szkła optyczne, maleńkie śrubeczki i wkręciki montowane przez tego człowieka. Zadaje dodatkowe pytanie: - A czym się świadek dokładnie zajmuje? - Łoptykom chałupy mchem!
Wychodzi baca przed chałupę. Spogląda na stadko owieczek pasących w ogrodzeniu. Uśmiecha się. - Jak sułtan, normalnie jak sułtan...
Baca podejrzewał, że jego żona go zdradza, gdy tylko on wychodzi na hale pasać owce. Jako "majster złota rączka" postawił pod łóżkiem garnek śmietany i powiesił nad nim łyżkę. Gdy tylko jedna osoba leżała na łóżku, łyżka wisiała nad powierzchnią, gdy położyły się dwie osoby, łyżka zamaczała się w śmietanie. Proste i skuteczne. Po powrocie z hali poleciał do sypialni i znalazł pod łóżkiem... garnek masła.
Komentowanie tylko dla zalogowanych.
Zaloguj sięDziękuję Perełko - jesteś super
Zakładka odkłada żart na Twoje konto. Bez logowania nie ma gdzie go trzymać — zaloguj się mailem, bez hasła, wyślemy kod.
Zaloguj się