Żyd prowadzi sklep "Mydło i powidło", czyli ma tam wszystko i nic. Pewnego dnia wpada do niego Chińczyk i pyta: - Ma pan może staniki w rozmiarze takim a takim, taki a taki fason, w czarnym kolorze? - No, mam. - A po ile? - Po piętnaście dolarów. - To ja bym wziął z 50 sztuk. Żyd nieco zdziwiony, ale zadowolony z transakcji zapakował, podziękował. Na drugi dzień ten sam Chińczyk znów pyta o takie same staniki. - No, mam. - A po ile? Żyd, wietrząc niezły interes, mówi: - A po siedemnaście dolarów... - To ja wezmę 100 sztuk. Żyd jeszcze bardziej zdziwiony i jeszcze bardziej zadowolony, niż poprzednio, cieszy się z zarobionej forsy. Następnego dnia wpada znów ten sam Chińczyk i pyta, czy są jeszcze takie staniki. - No, są. - A po ile? - Po dwadzieścia dolarów! - To da pan 150 sztuk... Żyd nie wytrzymuje w końcu i mówi: - Ja panu sprzedam i pięćset tych staników, tylko niech mi pan powie, co do cholery pan z tym wszystkim robi! Masz pan jakąś hurtownię, czy jak? - Nie, jaką znów hurtownię?! - śmieje się Chińczyk. - Tu obcinam o to, tu taką tasiemkę też ucinam i Żydom jako jarmułki po trzydzieści dolców za sztukę sprzedaję...