Znałem gościa który pracował w kostnicy, i jak był nowy koledzy namówili go żeby sprankował szefa włażąc do jednej z szuflad na trupy żeby go nastraszył jak ją wysunie. Więc się rozbiera i gramoli się do szuflady i go wsuwają. Przy czym wewnątrz nie ma przegród między szufladami, więc tam leży w ciemnościach pomiędzy trupami i zaczyna się już trochę denerwować. Po jakichś 5 minutach trup obok niego mówi "zimno, co nie?" i koleś zarył łbem o szufladę nad nim, próbując wstać, tak szybko że prawie stracił przytomność. To był szef leżący obok niego.

