- Kochanie, jak ci smakował obiad, który dziś ugotowałam? - Dlaczego ty stale dążysz do kłótni?!
sesja tylko na teraz
- Kochanie, jak ci smakował obiad, który dziś ugotowałam? - Dlaczego ty stale dążysz do kłótni?!
Rozmawia dwóch przyjaciół: - Słyszałem, że Twoja teściowa miała wypadek. - Tak, szła do piwnicy po ziemniaki na obiad, na schodach potknęła się i skręciła kark. - I co zrobiliście? - Spaghetti.
- Dlaczego jesteś tak późno? - zapytał barman spóźnioną blond kelnerkę. - Szłam sobie do pracy, kiedy wydarzył się straszny wypadek. To było okropne! Człowiek wypadł przez szybę samochodu i leżał na środku ulicy. Wszędzie było pełno krwi. Dobrze, że przechodziłam kurs pierwszej pomocy. - I co zrobiłaś? - Usiadłam i włożyłam głowę między kolana, żeby nie zemdleć.
Randka w restauracji. - Lubię tajemniczych, potrafiących zaskoczyć mężczyzn - przyznaje kobieta. Mężczyzna odkłada pewnie kielich. - Jestem tajemniczy. Spójrz, wymienię dwa fakty o mnie, z czego tylko jeden będzie prawdziwy. Twoim zadaniem jest odgadnąć, który. Kobieta zgadza się. Słucha uważnie: - Zarabiam 40 000 miesięcznie i znam osobiście Angelinę Jolie. Wyraźnie podekscytowana kobieta zastanawia się chwilę. Zgaduje: - Myślę, że znajomość z Angeliną to kłamstwo. Pierwsza informacja jest prawdziwa. - Pudło - przeczy mężczyzna. Kobieta silnie zaskoczona. - Znasz Angelinę Jolie?! Mężczyzna opiera się dumnie i mówi: - Pudło! Żadna z informacji nie była prawdziwa. I co, potrafię zaskoczyć??
Małżeństwo z wieloletnim stażem. Mąż w łazience, żona podchodzi pod drzwi. - Waldek, co ty tam robisz? - pyta. - Zastanawiam się.. - To tak jak ja. Zastanawiam się, czy stać nas na opłacenie tych wymarzonych studiów Antka.. Obawiam się, że nie, ale przecież mu o tym nie powiem, bo się chłopak załamie, jak wtedy, gdy musieliśmy zrezygnować z kupna Mercedesa. Cały tydzień przesiedział w swoim pokoju.. A tego dealera samochodowego - Michała, pamiętasz? Taki młody był, mówił że dorabiał na ślub jako kelner. Zastanawiam się, czy nie zachęciłby do tego samego Antka. Zarobiłby co i pewnie na studia uzbierał.. Ale czy on znajdzie na to czas, gdy ma tyle nauki na głowie? Sama nie wiem, Waldek.. - wzdycha. - Tak? Widzisz, a ja zastanawiam się - wstać po nową rolkę, czy dwa płatki wystarczą?
Żona kanibala do męża: - Kochanie, teściowa będzie na obiad! - To ja już wolałbym warzywa.
Kelnerka przynosi zamówione pączki. Siedzący przy stoliku dziękuje: - Całuję rączki za te dwa pączki. Po chwili kelnerka przynosi ciastka i słyszy od uprzejmego klienta: - Za te ciasteczka całuję w usteczka. Słysząc to, jakiś gość podpowiada: - Zamów jeszcze zupę...
W branży restauracyjnej najbardziej wk*rwiają mnie slogany: "obiad jak u mamy". Jakbym chciał zjeść domowy obiad, tobym został w domu. Jeszcze brakuje, żeby w reklamach burdeli pisali: "seks jak z żoną"...
W restauracji. - Panie kelner! W mojej zupie pływa aparat słuchowy! - Proszę mówić głośniej!
Leżący w szpitalnym łóżku pacjent skarży się pielęgniarce: - Ale ohydne to lekarstwo! - To nie lekarstwo, to obiad!
Gość do kelnera w restauracji: - Kelner! Co to jest? To ma być rosół? - Ależ proszę szanownego pana, według karty to zupa z młodych kurcząt. - Jak młodych? - Cóż... Woda w której gotowały się jajka.
Helena mówi do męża: - Marian, to ja zrobię śniadanie może. - Nie rób Helena, po tej Viagrze wcale głodny nie jestem. Po jakimś czasie... - Marian, to ja się już za obiad wezmę... - Wiesz co Helena, po tej Viagrze to ja w ogóle łaknienia nie mam. Po jakimś czasie... - Marianku, ale kolacyjkę to już zjemy, co? - Mówię ci Helena, że od tej Viagry to wcale o jedzeniu nie myślę! - To może zejdź ze mnie na chwilkę, bo ja z głodu zdechnę.
Marian wybrał się raz do restauracji w towarzystwie Szkota. Zjedli dobry obiad i gawędzą. Szkot mówi: - Naucz mnie jakiegoś zdania po polsku. - W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie... - To za trudne. Daj coś łatwiejszego. - Dobra, to krzyknij głośno: Kelner, rachunek proszę! Szkot: - W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie...
- Kelner, czy codziennie podajecie tu takie gówniane żarcie!? - Nie, w niedzielę lokal jest zamknięty.
Spotykają się dwaj milionerzy: - Słuchaj, takiego słonia żem kupił. - Słonia? Na cholerę? - Posłuchaj. On mi trawę kosi koło willi każdego ranka. Dzieci do szkoły odprowadza. Przywozi je potem z powrotem. Lekcje za nie odrabia. Czaisz? Śniadanie, obiad, się rozumie, robi. Nocą domu pilnuje. - Niemożliwe. - No, to Ci mówię. Taki jest ten słoń i już. - Słoń? - Słoń. - To sprzedaj mi go! - Chybaś z byka spadł. Takiego słonia? - No! - No, nie wiem. Sześć melonów. - Powaliło Cię. Cztery. - Ciebie powaliło. Pięć. - Dobra, niech będzie pięć. - Stoi. Tydzień później. - Słuchaj. Coś nie tak z tym słoniem. - Co niby? - A wiesz, on jest dziwny jakiś. Cały trawnik, kwiaty, wszystko podeptał. Nocą ryczy jak potłuczony, spać nie daje. Rozpierdzielił w drobny mak letni domek dla gości. A dziś, od rana, zabrał się za demontaż mojej willi. - No, coś Ty.. Po jakiego grzyba Ty tak o nim źle mówisz? - A czemu by nie? - Nie sprzedasz go później!
Komentowanie tylko dla zalogowanych.
Zaloguj sięDziękuję Perełko - jesteś super
Zakładka odkłada żart na Twoje konto. Bez logowania nie ma gdzie go trzymać — zaloguj się mailem, bez hasła, wyślemy kod.
Zaloguj się