Anestezjolog idzie do pacjenta przed operacją i mówi: - Będę pana usypiał. - Ok, odpowiada pacjent, ale muszę pana zapytać. - Pan pyta mówi pacjent. - Pan jest prywatnie czy na kasę chorych? - Na kasę chorych. - Aaa aaa, kotki dwa szare bure obydwa.
sesja tylko na teraz
Kot robi, co chce, a dowcip tylko to potwierdza. Zestaw żartów o zwierzęciu, które mieszka z człowiekiem na własnych warunkach.
Anestezjolog idzie do pacjenta przed operacją i mówi: - Będę pana usypiał. - Ok, odpowiada pacjent, ale muszę pana zapytać. - Pan pyta mówi pacjent. - Pan jest prywatnie czy na kasę chorych? - Na kasę chorych. - Aaa aaa, kotki dwa szare bure obydwa.
- O jakim piwie marzy kot? - Okocim!
Nauczycielka pyta dzieci: - Jakie macie zwierzęta w domach? - Ja mam psa. - A ja mam kota. - A ja kurczaka w zamrażarce...
Trzy myszy przechwalały się w barze, która jest większym chojrakiem. Pierwsza mówi: - Ja to biorę sobie trutkę na szczury, dzielę na porcje i wciągam nosem. Druga rzecze: - Ja odbezpieczam pułapki, kładę się i wyciskam na klatę. Trzecia mysz nie mówi nic, tylko szykuje się do wyjścia. - A ty gdzie idziesz? - Do domu, przelecieć kota.
- Dziadku - pyta Jasiu - kto to jest człowiek dobrze wychowany? - Wiesz... To ktoś, kto jak potknie się po ciemku o kota, nadal nazywa go kotem!
Facet wyjeżdżając na wczasy zostawił swojemu bratu kota, żeby ten nim się opiekował. Wczasowicz dzwoni po tygodniu z wakacji i pyta się brata jak tam kot. - No stary... Niestety przykro mi, ale kot zdechł. - Ehhh, musiałeś tak walić prosto z mostu? Przez ciebie będę miał zepsutą resztę urlopu. Mogłeś mi powiedzieć, że kot siedzi na dachu i nie chce zejść. Później zadzwoniłbym za dwa dni i Ty byś powiedział, że spadł z dachu i leży u weterynarza połamany, a kiedy zadzwoniłbym za kolejne dwa dni powiedziałbyś, że mimo największych wysiłków weterynarza mój kociak zdechł... No ale cóż stało się, powiedz mi lepiej co tam u mamy? - No więc widzisz... Mama siedzi na dachu i nie chce zejść...
Do baru wchodzi niemiecka mysz i od progu woła: - Barman kufel piwa! Barman cichutko odpowiada - Ty mysz ciiicho, tam śpi kot, zaraz się obudzi. - Ok, to małe piwko i uciekam. Po chwili przychodzi mysz francuska i woła od progu: - Barman butelkę wina! - Cicho mysz, tam śpi kot. Cicho. - ojej, to proszę lampkę czerwonego wina i już mnie nie ma. W tym momencie wchodzi mysz polska do baru i wręcz się drze: - Barman dawaj setę czystej!! - Mysz, ciiichooo, tam śpi kot... - To w takim razie dawaj całą flaszkę i budź kota!
Małżeństwo zaplanowało sobie wieczorne wyjście. A że byli niezwykle ostrożni włączyli nocne oświetlenie, ustawili automatyczną sekretarkę, przykryli klatkę z papugą i zamknęli kotkę w piwnicy. Następnie zadzwonili po taksówkę. Para postanowiła poczekać na taksówkę przed domem. Otworzyli drzwi by wyjść z domu. Tymczasem kotka wylazła z piwnicy przez uchylone okno i tylko czekała na otwarcie drzwi, by wśliznąć się do mieszkania. Nie chcąc, by kotka buszowała po domu, mąż wrócił do środka. Zwierzak wbiegł po schodach na górę, mężczyzna pobiegł za nim. Kobieta wsiadła do taksówki, która właśnie nadjechała. Nie chcąc, by kierowca domyślił się, że dom będzie pusty i bez opieki, wyjaśniła że mąż właśnie mówi "dobranoc" jej matce i za chwilę zejdzie. Kilka minut później mąż wsiadł, a kierowca przekręcił kluczyk w stacyjce. Tymczasem mąż zaczął się usprawiedliwiać: Przepraszam, że zajęło mi to tyle czasu, ale ta wredna suka najpierw schowała się pod łóżkiem. Szturchałem ją parę minut wieszakiem spieprzyła do łazienki i wcisnęła się pod wannę i jak dostała z buta to wreszcie wylazła! Potem zawinąłem ją w koc, żeby mnie nie podrapała i zwlokłem jej tłustą dupę po schodach i wrzuciłem z powrotem do piwnicy!
Jasiu mówi do mamusi: - Mamo, ja chcę kotka na wigilię! - Nie wydziwiaj, jak zwykle będą dzwonki z karpia w galarecie.
W pewnej rodzinie, gdy kotka się okociła, tatuś powiedział: - Jednego najładniejszego kotka zostawimy, a resztę kociaków utopimy. Na to odzywa się synek: - Tato! Powiedz mi prawdę! A ilu nas właściwie było?
Wczoraj wybrałam się na imprezę z moimi koleżankami. Powiedziałam mojemu mężowi, że wrócę o północy. - Obiecuje Ci kochanie, nie wrócę ani minuty później - powiedziałam i wybyłam, ale impreza była cudowna! Drinki, balety, znów drinki, znów balety i jeszcze więcej drinków. Było tak fajnie, że zapomniałam o godzinie... Kiedy wróciłam do domu była 3 nad ranem. Wchodzę do domu, po cichutku otwierając drzwi, a tu słyszę tę wściekłą kukułkę w zegarze jak zakukała 3 razy. Kiedy się zorientowałam, że mój mąż się obudzi przy tym kukaniu, dokończyłam sama kukać jeszcze 9 razy... Byłam z siebie bardzo dumna i zadowolona, że chociaż pijana w trzy dupy, to nagle taki dobry pomysł przyszedł mi do głowy - po prostu uniknęłam awantury z mężem... Szybciutko położyłam się do łóżka, myśląc, jaka to ja jestem sprytna i inteligenta! Ha! Rano, podczas śniadania, mąż zapytał, o której wróciłam z imprezy?, więc mu powiedziałam, że o samiutkiej północy, tak jak mu obiecałam. Najpierw nic nie powiedział, nawet nie wyglądał na podejrzliwego. Oh, jak dobrze, jestem uratowana... - Pomyślałam i prawie otarłam pot z czoła. Mój mąż, po chwili, spojrzał na mnie serio, mówiąc: - Wiesz, musimy zmienić ten nasz zegar z kukułką. Zbladłam ze strachu, ale pytam pokornym głosem: - Taaaak? a dlaczego kochanie? A on na to: - Widzisz, dziś w nocy, kukułka zakukała 3 razy, potem - nie wiem jak to zrobiła - krzyknęła "O ku.wa!" Znów zakukała 4 razy, zwymiotowała w korytarzu, zakukała jeszcze 3 razy i padła na podłogę ze śmiechu. Kuknęła jeszcze raz, nadepnęła na kota i rozwaliła stolik w salonie. Później powaliła się koło mnie i kukając ostatni raz - puściła sobie głośnego bąka i szybko zaczęła chrapać.
Nauczyciel prezentuje dzieciom obrazki zwierząt i pyta, jak zwierzęta się nazywają. - To jest kot - mówi Małgosia. - Bardzo dobrze. A to? - To jest piesek - odpowiada Marek. - Świetnie. A to? - pyta nauczyciel Jasia, prezentując zdjęcie misia. Jasio milczy. Nauczyciel postanawia zażartować: - Być może mamusia tak czasami nazywa tatusia. - Nienasycony buhaj?
Stary kot postanowił nauczyć młodego ruchać. Mówi mu: - Patrz na mnie i rób to co ja! Idą po dachu i nagle stary kot się poślizgnął, zsunął się i wisi na skraju dachu trzymając się łapami krawędzi. Młody, tak jak mu kazał stary, zrobił to samo i wiszą tak obaj. Po paru minutach stary kot mówi: - Ja już nie wytrzymam! Puszczam się! - A ja se jeszcze trochę porucham...
Podczas dłuższego wyjazdu żona kontrolnie dzwoni do męża: - Karmisz kota? - Tak. - A rybki? - Kot już je wysrał.
- Pani Kowalska nie widziała pani mojego męża? - Nie a co się stało? - Bo poszedł nad rzekę utopić kota. - No i co? - No i kot już wrócił!
Komentowanie tylko dla zalogowanych.
Zaloguj sięDziękuję Perełko - jesteś super
Zakładka odkłada żart na Twoje konto. Bez logowania nie ma gdzie go trzymać — zaloguj się mailem, bez hasła, wyślemy kod.
Zaloguj się