- Co to znaczy jak ktoś znajdzie 4 podkowy? - To znaczy, że gdzieś w pobliżu koń lata boso.
sesja tylko na teraz
Wszystko, co w Perełkach dotyka tematu „konie” — 56 żartów. Najnowsze są na górze, kolejność da się przełączyć na najlepiej ocenione.
- Co to znaczy jak ktoś znajdzie 4 podkowy? - To znaczy, że gdzieś w pobliżu koń lata boso.
- Jaka jest różnica między koniem i koniakiem? - Taka sama jak między rumem i rumakiem.
- Co mają wspólnego ze sobą górale i prostytutki? - Jedni i drudzy wołają sobie gotóweczkę za dotknięcie konia...
Facet u lekarza: - Panie doktorze, mój członek jest jak szalony koń... - To znaczy?! - Mówię mu "Stój!", a on nie chce stanąć...
Mechanik po obejrzeniu auta klienta: - Jakby to panu powiedzieć - gdyby to był koń, trzeba by go zastrzelić.
Kelner: - Co podać? Krowa: - Trawę. Koń: - Trawę. Owca: - Trawę. Świnia (poprawiając muszkę): - Trufle.
Spotykają się dwie znajome: - Co Ci się stało? Masz bandaż na głowie. - Spadłam z konia. - Na ziemię ? - Nie na szafkę nocną..
Weterynarz uczy pomocnika, jak należy koniowi podawać środek przeczyszczający: - Bierzesz tę rurkę, wsuwasz ją koniowi do pyska, tak do połowy, wkładasz kilka tabletek Purgenu i dmuchasz... Zrozumiałeś? Idź i tak zrób... Po godzinie, zataczając się, pojawia się pomocnik w spodniach w brązowe freski i z wytrzeszczem oczu. - No i co? Dałeś? - Nie zdążyłem, koń dmuchnął pierwszy...
Schodzi dziadek do piwnicy i zaczyna sprzątać. Przekłada jakieś szpargały i dostrzega butelkę, całą zakurzoną. Przeciera ja i widzi KONJAK, wypija całą. Po chwili czuje ogromne sztywnienie w spodniach i leci do babci, bierze ja raz, drugi, trzeci. Babcia zdziwiona: Stary co się z Tobą dzieje, nigdy nie mogłeś, a tu już było 3 razy a Ty dalej chcesz. Dziadek na to: Wypiłem koniak, który znalazłem w piwnicy. B: Pokaz co to za koniak. Schodzą do piwnicy, dziadek pokazuje butelkę, babcia patrzy, przeciera całą, a na etykiecie: KOŃ JAK NIE MOŻE TO 3 ŁYŻKI NA WIADRO.
Pastor Miller i młoda organistka z parafii wracali razem wozem z miasta. Nagle rozpętała się burza nad nimi, pioruny zaczęły walić wokół. W pewnym momencie piorun uderzył, zabijając konia. Przerażeni schowali się pod wozem tuląc się do siebie. Bardzo szybko pastorowi przyszły złe myśli do głowy. Uchylił spodni, wskazał dziewczynie na dół i z namaszczeniem mówi: - Ten oto narząd dany od Boga potrafi dać życie. Dziewczyna na to: - To niech pastor zapakuje go w konia, to pojedziemy do domu.
W klasie Jasia miała odbyć się wizyta dryektora. Z racji tego, że Jasio był bardzo niegrzeczny i wulgarny, jego wychowawczyni bardzo się bała, że zrobi coś złego przed dryektorem. Dała mu więc wiaderko i łopatkę i zaprowadziła do piaskownicy. Podczas lekcji dryektor zadawał dzieciom zagadki o zwierzętach. - Dzieci, jakie zwierzę jest bardzo duże i szybko biega? - Koń! - Odpowiadają dzieci. - A co jest małe i tworzy pajęczyny? - To pająk! - A co jest małe, zielone i skacze? W tym momencie Jasio wchodzi do klasy. - Żaa Żaa - zaczyna Jasiu - Tak tak Jasiu, dokończ - odpowiada wychowawczyni. - Żajebali mi wiaderko.
Rozmawiają dwie koleżanki i jedna mówi do drugiej: - Wczoraj wchodzę do domu patrzę, a tam mój mąż wali konia w kuchni... - I co zrobiłaś? - Podeszłam i zrobiłam mu loda z połykiem. - Dlaczego? - Bo szybciej i łatwiej umyć zęby niż podłogę.
Ordynator robi obchód w szpitalu. Wchodzi do pierwszej sali, a tam pielęgniarka "wali konia" pacjentowi. Woła ją natychmiast i pyta co się dzieje. Pielęgniarka odpowiada, że tak leczy prostatę. Ordynator idzie do następnej sali, a tam pielęgniarka "obciąga" innemu pacjentowi. Woła ją i prosi o wyjaśnienia. Ona odpowiada, że to terapia na prostatę. Ordynator zrobił duże oczy i mówi, że w sali obok robi się to ręką. Pielęgniarka odpowiada, że koleżanka robi na NFZ, a ona prywatnie...
Pani pyta Jasia: - Jasiu powiesz jakieś zdanie w trybie oznajmującym? - Koń ciągnie wóz. - Brawo! A teraz przekształć to zdanie tak aby było zdaniem rozkazującym. - Wio!
Do miasta przyjechał kowboj i wszedł do saloonu na drinka. Niestety, miejscowi mieli brzydki zwyczaj ograbiania przyjezdnych. Kiedy skończył swojego drinka, zauważył że zniknął jego koń. Wrócił do baru, rzucił broń do góry, złapał nad głową bez patrzenia i strzelił w sufit: - Który z was, popaprańców, ukradł mi konia? - krzyknął z zaskakującą siłą. Nikt nie odpowiedział. - Dobra, teraz zamówię kolejne piwo i jeśli mój koń się nie pojawi z powrotem, zanim je skończę, będę musiał zrobić to, co zrobiłem w Teksasie! A nie chcę robić tego, co zrobiłem w Teksasie!!! Kilku miejscowych poruszyło się niespokojnie. Kowboj, jak powiedział, tak zrobił - zamówił kolejne piwo, wypił je, wyszedł przed lokal, a jego koń stał na postoju. Osiodłał go i zamierzał odjechać, kiedy na werandzie pojawił się barman i zapytał: - Powiedz stary, zanim odjedziesz? Co się stało w Teksasie? Kowboj odwrócił się i powiedział: - Musiałem wracać pieszo.
Komentowanie tylko dla zalogowanych.
Zaloguj sięDziękuję Perełko - jesteś super
Zakładka odkłada żart na Twoje konto. Bez logowania nie ma gdzie go trzymać — zaloguj się mailem, bez hasła, wyślemy kod.
Zaloguj się