Dziki Zachód. W samo południe. Żar leje się z nieba, wszędzie kurz z pustynnej prerii. Kowboj wjeżdża do niedużego miasteczka. Zeskoczywszy z konia przed saloonem, podchodzi do szkapy, podnosi ogon i całuje w to miejsce, dokąd nigdy nie przedostaje się słońce. Staruszek, siedzący przed zakładem fryzjerskim, krzyczy w szoku: - Po co pocałowałeś konia w dupę?! - Usta mi popękały - odpowiada kowboj. - Taki całus nawilża usta? - Nie, powstrzymuje od ich oblizywania.