Znajomy Żyd pyta mnie jaki mam stosunek do Żydów. Odpowiedziałem, taki jak Żydzi do Polaków. Nazwał mnie antysemitą.
Znajomy Żyd pyta mnie jaki mam stosunek do Żydów. Odpowiedziałem, taki jak Żydzi do Polaków. Nazwał mnie antysemitą.
Sawanna... Południe... Lew i lwica leżą na słońcu, opalając się. Wtem podbiega zając, kopie lwa w twarz i ucieka. Lew nic. Lwica jest zszokowana: - Leo, jesteś królem zwierząt, co do cholery? Goń go i rozerwij na strzępy! - Weź daj spokój, jest mały, głupi, chory na głowę. Nic wielkiego. - Cóż, twoja sprawa, to ty jesteś królem... Po chwili historia z zającem się powtarza, odbywa się ta sama rozmowa. I tak kilka razy... Za którymś razem lwica, nie mogąc znieść takiej bezczelności, pognała za zającem: w tę i z powrotem, szybko za nim. W końcu zając wbiegł do rury na wzgórzu, a lwica z rozpędu za nim i utknęła tam. Zając wyszedł z drugiego końca rury i oczywiście zerżnął lwicę na maksa i już go nie było. Wkrótce lwicy udało się wydostać, wróciła do lwa: ogon podwinięty, uszy spuszczone, oczy spuszczone. Lew patrzy na nią i pyta podejrzliwie: - I co, biegł przez rurę?
- Wcale mi nie chodzi o to, że wasza rodzina jest bogata, po prostu kocham pana córkę i chcę się z nią ożenić - Z którą z nich, bo mam trzy? - Z dowolną.
Mąż poleciał w delegacje, lecz samolot miał awarię i wszyscy zginęli. Teraz zastawia się, jak wrócić do domu od kochanki.
Pięcioletni synek przeczytał opowiadanie o sułtanie. - Mama, ja też chcę mieć pięć żon! Jedna będzie gotować, jedna śpiewać, jedna mnie kąpać... - A jedna położy cię spać do łóżeczka? - pyta mama. - Nie mamusiu, zawsze będę spał z tobą! Do oczu mamy napływają łzy. - Niech cię Bóg błogosławi, synku. A kto będzie spał z twoimi pięcioma żonami? Synek mówi: - A niech śpią z tatą! Do oczu taty napływają łzy. - Niech cię Bóg błogosławi, synku.
Mówi kumpel do kumpla: - Słuchaj, moja żona codziennie chce seksu. Już nie mogę. Nie jestem już taki młody a poza tym, ile można... - Kumpel odpowiada: - Widzisz - mówiłem ci, jak się ożenisz z brzydką kobietą to ci nikt nie pomoże.
Przystanki autobusowe zostały zaprojektowane specjalnie z myślą o naszej pogodzie. Projektanci wzięli wszystko pod uwagę! Zrobili: - Szklane dachy, na wypadek upałów, - Otwory w ścianach, na wypadek wiatru, - Stalowe siedzenia, na wypadek mrozu.
Autobus, mężczyzna ustępuje miejsca kobiecie. Wtedy kobieta zaczyna rozmowę: - Pan jest z Krakowa? - Tak, a jak się pani zorientowała? - Ustąpił mi pan miejsca! - Rozumiem. A pani jest z Warszawy? - Tak, a skąd pan wie? - Pani nie powiedziała dziękuję.
Rozmawiają dwaj psychiatrzy: - Wiesz co, mam rewelacyjnego pacjenta. Cierpi na rozdwojenie jaźni. - A co w tym rewelacyjnego? - Obydwaj mi płacą.
Idę przez las. Jest noc. Deszcz, wiatr. Zmarzłem. Widzę stoi samochód, podchodzę, patrzę przez okno - nikogo. Próbuję otworzyć tylne drzwi - otwarte, więc wsiadam i siedzę. Nagle samochód rusza. Jestem w szoku. Samochód jedzie, ja siedzę z tyłu, nikogo za kierownicą. Potem skądś pojawia się włochata ręka, kręci kierownicą i znika. Włosy stają mi dęba. Potem pojawia się wioska, pierwsze domy... Potem samochód się zatrzymuje, do środka zagląda mężczyzna i mówi: - Co ty tu robisz! - Ja tylko jadę. - Ja pierdolę! Ja pcham, a on sobie kurwa siedzi!
Rowerzysta zderzył się z krową. Na miejscu zjawił się policjant: - No, to komu mam wypisać mandacik? Na to krowa: - Muuuu!
Matematykowi zepsuł się kaloryfer. Wezwał hydraulika, ten postukał jakimś kluczem, pokręcił i woda przestała cieknąć. Radość matematyka szybko się skończyła, gdy fachowiec podał cenę usługi. - Panie, ale to połowa tego, co zarabiam. - A gdzie pan pracuje? - Na uniwersytecie. - No to przenieś się pan do naszej spółdzielni, pochodzisz pan, popukasz i zarobisz pan cztery razy tyle, co na tym całym uniwersytecie. Musisz tylko pan pójść do biura, złożyć podanie i już. Tylko podaj pan, że masz pan siedem klas, bo wyższe wykształcenie u nas nie popłaca. Matematyk zrobił tak, jak poinstruował go fachowiec. Od tej pory jego dola wyraźnie się poprawiła. Ale pewnego dnia przyszło zarządzenie o podnoszeniu kwalifikacji załogi i skierowano wszystkich, którzy mieli siedem klas do wieczorowej klasy ósmej. Pierwsza lekcja - matematyka. Nauczycielka wita wszystkich: - Dzień dobry, będziemy się uczyć matematyki, na pewno wszyscy dostaną świadectwo ukończenia ósmej klasy. A na razie przypomnimy sobie, co pamiętamy jeszcze ze szkoły. Może napisze pan wzór na pole koła? - wskazała na matematyka. Ten wstał, podszedł do tablicy i zaczął wyprowadzać, bo akurat zapomniał wzoru. Wyprowadza, wyprowadza, zapisał już całą tablicę i w końcu otrzymał wynik "minus pi er kwadrat". Ten minus mu się nie podoba, więc liczy od nowa. Zmazał tablicę, znowu zapisuje wzorami i znowu wynik z minusem. Zrezygnowany patrzy na klasę oczekując podpowiedzi, a wszyscy szepczą: - Przesuń granice całki...
Żona do męża. - Kochanie, jakie kobiety Ci się podobają najbardziej: piękne czy mądre? - Ani takie, ani takie, Ty mi się najbardziej podobasz...
Zdesperowana dziewczyna stoi na nadbrzeżu i chce popełnić samobójstwo. Widzi to młody marynarz, podchodzi do niej i mówi: - Nie rób tego! Zabiorę cię na pokład naszego statku, ukryje, przemycę do Ameryki i zaczniesz nowe życie. Przez cały rejs będę cię karmił, będę ci dawał radość, a ty będziesz mnie dawać radość. Jeszcze nie wszystko stracone... Dziewczyna, jeszcze pochlipująca z cicha, postanowiła dać sobie jeszcze jedna szanse i poszła z nim na statek. Jak obiecywał tak zrobił - ukrył ją pod pokładem, raz na jakiś czas podrzucał jej kanapkę, jakiś owoc lub coś do picia, a całe noce spędzali na miłosnych igraszkach. Sielankę przerwał kapitan, który pewnego dnia odkrył kryjówkę dziewczyny. - Co tu robisz? - zapytał surowo. - Mam układ z jednym z marynarzy. Zabrał mnie do Ameryki, karmi mnie, a ja mu pozwalam robić ze mną, co chce. Mam nadzieje, że kapitan go nie ukarze? - Nie - odpowiedział kapitan - chciałbym jednak, żebyś wiedziała, że jesteś na pokładzie promu Wolin - Świnoujście - Wolin.
Karol i Hela spędzają powtórny miodowy miesiąc, na uczczenie 40 rocznicy ślubu. Lecą sobie do Australii. Nagle głos pilota: - Drodzy pasażerowie, silniki odmówiły posłuszeństwa. Możemy lądować awaryjnie na wyspie przed nami, ale prawdopodobieństwo, że ktoś nas odnajdzie jest równe zeru. Dziękujemy za wyrozumiałość. Karol drapie się w głowę i mówi do Heli: - Kochanie, opłaciłaś rachunki za mieszkanie? - Tak najmilszy, uregulowałam tuż przed wyjazdem. - A za telefony? - Też zapłaciłam, najdroższy. Karol myśli, myśli, myśli... - A ZUS-y nasze popłaciłaś? - O Boże, kochanie, na śmierć zapomniałam! Och, dowalą nam karę! Karol całuje ją tak, jak nie całował od lat 30, śmieje się, wrzeszczy jak wariat: - Przeżyjemy! Znajdą nas! Te kurwy znajdą nas, nawet na końcu świata!
Przyjechał żyd do Warszawy. Zaczepiają go cyganie, wciskają mu złoty pierścionek za 200 złotych. Żyd się targuje, targuje, w końcu ustalają cenę na 150. To, że pierścionek nie jest ze złota, żyd wiedział od razu. Ale to, że 200 złotych jest fałszywe, cyganie zrozumieli dopiero później.
Gdzieś w Ameryce plażą idzie murzyn, biały i latynos. Na brzegu znajdują złotą rybkę, która standardowo oferuje im po jednym życzeniu za wrzucenie jej z powrotem do wody. Latynos: - Chciałbym, żeby wszyscy moi bracia z latynoskimi korzeniami wrócili do Meksyku i byli szczęśliwi - PUFF, stało się. Murzyn: - Chciałbym, żeby wszyscy ciemnoskórzy wrócili do Afryki i tam żyli szczęśliwie - PUFF, stało się. Biały: - Czyli mam rozumieć, że w Ameryce nie ma już teraz ani murzynów ani latynosów? Rybka twierdząco kiwa głową. - To ja poproszę colę.
- Córeczko, skąd masz nowego laptopa? - A, zamieniłam się z Piotrkiem. - A co ty mu dałaś? - Tak.
- Szefie dostane podwyżkę? pyta Kowalski. - Nie ma mowy! odpowiada szef. - Albo dostane podwyżkę albo powiem innym, że ją dostałem.
Środek nocy, z baru wychodzi nawalony facet i chce iść do domu, jednak nogi odmawiają mu posłuszeństwa. Pod barem stoi jedna taksówka, więc facet sprawdza swój portfel i wylicza że ma 15zł. Podchodzi więc do taksówkarza i pyta: - Panie ile za kurs na Sienkiewicza? - O tej porze to 20. - A za 15 nie da rady? - Za 15 nie opłaca mi się silnika odpalać. - Panie niech Pan się zlituje, późno jest, zimno, ja jestem wcięty, do domu daleko. - Facet spadaj i nie zawracaj mi głowy. Więc nie było wyjścia facet poszedł na pieszo do domu. Następnego dnia idzie ten sam facet ulicą i widzi długą kolejkę taksówek a na samym końcu kolejki stoi ten niemiły taksówkarz. Facet podchodzi więc do pierwszej taksówki i mówi: - Ile za kurs na Sienkiewicza? - 20zł. - mówi taksiarz. - Ja dam panu 50zł za kurs, ale w czasie jazdy zrobi mi pan loda. - Spadaj zboku bo zaraz ci dowale. Facet podchodzi do 2 taksówki: - Ile za kurs na Sienkiewicza? - 20zł. - mówi taksiarz. - Ja dam panu 50zł za kurs, ale w czasie jazdy zrobi mi pan loda. - Spadaj zboku, bo nie ręczę za siebie. Facet podchodził do każdej taksówki i sytuacja powtarzała się. Podchodzi do ostatniej taksówki - tej spod baru - i mówi do kierowcy: - Ile za kurs na Sienkiewicza? - 20zł - mówi taksówkarz. - Ja dam panu 50zł za kurs, ale pod warunkiem, że ruszy pan powoli abym mógł pomachać do wszystkich pana kolegów taksówkarzy.
Komentowanie tylko dla zalogowanych.
Zaloguj sięDziękuję Perełko - jesteś super
Zakładka odkłada żart na Twoje konto. Bez logowania nie ma gdzie go trzymać — zaloguj się mailem, bez hasła, wyślemy kod.
Zaloguj się